Daria Zawiałow w Toruniu - relacja koncertowa

Tak naprawdę to koncert Darii Zawiałow w Toruniu, który odbył się 15 marca 2019 roku, był przypadkiem - spontaniczną decyzją. Głównie do tego wszystkiego doprowadziły dwie piosenki. Panią Darię poznałam bliżej dzięki coverowi śp. Wojciecha Młynarskiego - "Jeszcze w zielone gramy", a następnie nowy singiel "Nie dobiję się do Ciebie" z najnowszej płyty "Helsinki". Ponadto sama piosenkarka wydawała się być sympatyczna, dojrzała, utalentowana oraz mądra. Te wszystkie argumenty doprowadziły do kupienia biletów.  

Początkująca księżniczka polskiego rocka wraz ze swoim zespołem mieli wystąpić w toruńskim klubie "Od Nowa" jako pierwszy punkt trasy promocyjnej drugi album muzyczny. Niektórych może dziwić wybór akurat tego miasta, lecz jak się człowiek wgłębi w jej życiorys i dowie się o wygranej pewnej nagrody właśnie w Toruniu... to wówczas wszystkie emocje zostaną rozwiane. Na dodatek w tym samym dniu, drugi singiel pod tytułem "Szarówka" awansowała na pierwsze miejsce w liście najnowszych przebojów Trzeciego Polskiego Radia. Można śmiało rzecz, iż był to epicki oraz wymarzony start nowego rozdziału w ich życiu.  

Na początku wystąpił support - Tacher. Tylko on i jego gitara. Jest to członek toruńskiego - a jakże! - zespołu "Manchester". Przyznam się bez bicia, że nie za dużo o nim wiedziałam. Tym bardziej, iż ogłoszenie jego występu nastąpiło zaledwie parę dni przed koncertem. Piosenkarz wystąpił około godziny 19:05 i śpiewał przez czterdzieści pięć minut. Jego show było bardzo spokojne, ale niestety - nie dało się w stu procentach skupić na tym przez rozmowy (dosyć głośne) publiczności oraz ochrony. Wydawało mi się, że nie każdemu przypadł on do gustu. Wielka szkoda, gdyż ja miałam pozytywne odczucia wobec niego, było widać, że się starał. Mam tylko nadzieję, iż pan Maciej czuł radość z grania oraz śpiewania - życzę mu wszystkiego najlepszego, ponieważ ma potencjał na ogromną, owocną karierę! Momentami przypominał mi nawet Korteza...

 Główna gwiazda wieczoru czyli Daria Zawiałow przybyła na scenę o godzinie 20:05. Od razu wiedziałam, że to będzie niezła petarda - weszła pewnym krokiem i motywacją do tego, aby porwać toruńską publiczność w magiczny świat. Jej świat. Największą rolę odgrywały piosenki z drugiego albumu, ale nie zabrakło paru innych - z pierwszego oraz niezwykłego coveru. Artystka idealnie dopasowała się do miasta oraz prowadziła żywe, radosne rozmowy ze swoimi fanami. Nie zabrakło anegdotek oraz spontaniczności. Uważam, że największą furorę zrobił utwór "Szarówka" - wtedy publiczność jakby odżyła i był totalny szał. Dzięki Bogu, doczekałam się również moich faworytów - "Hej hej!" czy "Nie dobiję się do Ciebie". Trzeba jednak podkreślić, iż właściwie każda piosenka brzmiała zupełnie inaczej. Były wersje koncertowe - żywe, energiczne, rockowe i szaleńcze. Sama Daria musiała się świetnie przy tym wszystkim bawić - klaskała, tańczyła, skakała, żyła swoją muzyką. Ogromny wulkan emocji, radości, uśmiechu, motywacji... aż jej zazdroszczę! Jednakże piosenkarka nie powiedziała ostatniego słowa, widocznie bardzo lubi niespodzianki. Zaśpiewała cover zespołu Maanam - "Szare miraże". Przez chwilę myślałam, że słyszałam głos Kory na żywo. Piękna aranżacja tego boskiego hitu powstała również dzięki jej muzykom - tutaj należą się ogromne gratulacje oraz szacunek, również dla nich. O ile dobrze pamiętam, wszyscy domagaliśmy się bisów - było ich bodajże dwa. Nawet "Szarówka" została powtórzona. Kiedy każdy myślał, że to koniec... to Daria Zawiałow powróciła na scenę prosząc, aby ci którzy odchodzili, wrócili. Tak jak na prawie każdym innym koncercie, niezależne już kogo, połowa osób bawiła się dobrze - a druga połowa nie, przynajmniej ja tak odczuwałam. Nie każdy był na tyle energiczny, by się dobrze bawić. Ja zaś bawiłam się wspaniale - będąc na wózku inwalidzkim i sterując swoją komórką, aby zrobić ładne filmiki czy zdjęcia - dorobiłam sobie niemiłosierny ból pleców, ale co tam... jak szaleć to szaleć, drzwi wyrzucić - okno wstawić. Nie żałuję. Koncert Darii Zawiałow uważam za jeden z najlepszych w moim życiu, a jest ich naprawdę niewiele. Zachęcam każdego do pójścia na jej koncert, to powinien być wręcz obowiązek!  

Zamierzam do każdej relacji tekstowej z koncertów dodawać małe ciekawostki czy informacje, które mogą pomóc osobom niepełnosprawnym. I nie tylko im. Toruński klub "Od Nowa", jeżeli chodzi o architekturę, jest dostosowany tylko na zewnątrz. W środku są zaś same schody, nie ma absolutnie żadnej windy. Typowi przechodnie mogą pomóc szybciej, niż panowie z ochrony - ich trzeba jednak poprosić. Stanie przed barierkami to zły pomysł - szczególnie dla osób jeżdżących na wózkach inwalidzkich, dzieci lub ludzi niskich. Tym razem barierki były węższe i stanowczo za blisko ustawione, jeśli chodzi o odległość pomiędzy "płotkami" a sceną. Nie mogłam zostać przeniesiona tak, aby być za barierkami - prawdopodobnie ochrona po prostu się bała, dlatego byłam na prawym boku. Widok był bardzo kiepski, co chwilę przechodzili ludzie trzy razy wyżsi. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że Daria Zawiałow potrafiła tak się ustawić, iż widziałam ją dobrze przez większość koncertu. Można było się tym załamać, ale całe show oraz późniejsze spotkanie z nią - wynagrodziło wszystko co złe. Reasumując: jest to piękny klub, ale niezbyt dostosowany dla chorych. Prędzej osoby niskie i dzieci sobie poradzą. Jeżeli kiedykolwiek tam będziecie - poszukajcie jak najlepsze dla was miejsca, zawalczcie o swoje. Gdyż tamtejsze koncerty są serio niezwykłe i klimatyczne.

Jagoda Dobrzyńska, jagodadobrzynska.blogspot.com